niedziela, 6 września 2015

Prolog

Siedząca na tronie młoda elfka poprawiła swoje niesamowicie białe włosy i omiotła zgromadzonych spojrzeniem niebieskich oczu. Mimo, iż była młoda, zdawało sobie sprawę, że wiedzą przewyższa niejednego członka z Rady Starszych. Chrząknęła, dając znak o rozpoczęciu spotkania, a jej towarzysze natychmiast umilkli i spojrzeli na nią wyczekująco.
-Witam wszystkich, którzy poświęcili swój cenny czas i zdecydowali się przyjść. – dźwięczny głos elfki niósł się po komnacie – Jestem Galathiera* i obecnie sprawuję nad naszym rodem władzę, lecz to zapewne wszyscy wiecie. – niektórzy uśmiechnęli się niepewnie, inni jedynie skinęli głowami – Zebraliśmy się tutaj, aby omówić istniejące już zagrożenie. Rossetia**-na dźwięk tego imienia zgromadzeni ledwo zauważalnie spięli się, lecz Galathiera dostrzegła to. Postanowiła kontynuować temat, nie można lekceważyć zbuntowanej, lecz potężnej nieprzyjaciółki – jest od paru dni oficjalnie uznawana za zbuntowaną. W ciągu naszej historii zdarzały się już podobne przypadki, na co dowodem może być to, że to ja dziś jestem królową, a nie moja matka. – zewsząd rozległy się szepty, które elfka zignorowała, wiedziała bowiem, że śmierć bliskiej osoby to był dla niej drażliwy temat.
Nagle wstał jeden elf. Miał ciemne, proste włosy i brązowe oczy. Galathiera szybko rozpoznała w nim Ulumiena***, jednego z najbardziej zaufanych doradców królowej.
-Niniejszym udzielam ci głosu i zabraniam przerywania komukolwiek.
-Dziękuję, królowo. – elf skłonił się, po czym rzekł z powagą – Szpieg, który obecnie jest w szeregach Zbuntowanej, jest niezwykle ostrożny. Rossetia nie domyśla się, że tak naprawdę to nam jest wierny, co działa na naszą korzyść. Udało mi się z nim porozumieć. Dowiedziałem się, że nasza nieposłuszna elfka planuje atak na królestwo.
-Kiedy się o tym dowiedziałeś? – zapytała autentycznie zaniepokojona elfka.
-Cztery miesiące temu- odparł spokojnie.
Galathiera zerwała się z tronu. Oddychała ciężko, a oczy ciskały błyskawice. Poczuła przepływający prąd po ciele, co oznaczało, że nieumyślnie może kogoś skrzywdzić, a tego nie chciała. Tak długo budowała szacunek, lecz brak strachu dotyczący jej osoby. Nie tego pragnęła.
-I dlaczego dopiero teraz mi o tym mówisz?
-Nie widziałem potrzeby… – urwał, bowiem wrota do Sali Królewskiej otworzyły się, a przez nie wbiegła elfka. Brązowe włosy falowały, a kasztanowe oczy zdradzały przerażenie.
Elfka dotarła do tronu i skłoniło się nisko.
-Królowo. – potem zaczęła coś mówić przyciszonym głosem. Wyraz twarzy Galathiery z opanowanego, zmieniał się w szok i niedowierzanie, aż pojawił się strach i już został.
-Na stanowiska obronne- rozkazała tonem nieznoszącym sprzeciwu.- Będziemy odpierać atak Rossetii. Ulumienie- zwróciła się do elfa- Przez twoje błędy królestwo może upaść. Będziesz miał na sumieniu życie wszystkich poległych. Jesteś skazany na wieczne męki, i nic nie zrobisz. Zawiodłeś mnie. Idź i walcz, aby choć trochę odpokutować przewinienie.
Brązowowłosa podeszła do Ulumiana.
-Eladiero****… - spróbował ją zagadać, za co otrzymał potężny cios w policzek.
-Brawo, bałwanie. – wysyczała wściekle – Przez twoje błędy możemy wszyscy zginąć. Królowa ma rację. Mimo, iż jesteś moim starszym bratem, nie będę cię bronić.
Po tych słowach wybiegła z komnaty, pozostawiając brata z poczuciem winy, tak wielkim, jakiego nigdy nie czuł.
***
Biegła mrocznymi korytarzami, aż w końcu weszła na Wieżę Łuczniczą. Widok, który się z niej rozpościerał, przeraził ją. Jako elf miała doskonały wzrok, toteż łatwym zadaniem było ujrzenie wokoło martwych ciał sprzymierzeńców. Tu i ówdzie płonęły domy. Zbuntowani niszczyli wszystko, nie oszczędzając nikogo, kogo napotkali. W Eladierze aż zawrzało z gniewu. Weszła na stanowisko i zaczęła strzelać z łuku. Była w tym doskonała. Jednak chęć zemsty nie mogła przyćmić świadomości, że nieprzyjaciele tak naprawdę nie myślą jasno. Że Rossetia, jej dawna pzyjaciółka, ich omotała. Starała się nie dopuszczać tej myśli. Gdyby tak zrobiła, okazałaby swoja litość, a nie tego chciała.
Nagle zobaczyła jak jakiś łucznik celuje w królową. Ta najwyraźniej nie zdawała sobie z tego sprawy, zaciekle walcząc z jedną z Wojowniczek. W mgnieniu oka sięgnęła po strzałę i elf był martwy. Niestety stojący obok niego towarzysz spojrzał w górę i dostrzegł strzelającą z wieży Eladierę, co nie omieszkała zauważyć.
-Cholera – zaklęła pod nosem i teleportowała się w sam środek bitwy. Wyjęła swoją klingę i zaczęła walczyć. Raniła, zabijała, z obojętnością wypisaną na twarzy, lecz w środku wyła z rozpaczy.
W jednej chwili zraniła jakąś elfkę w nogę, a potem jakaś potężna siła odrzuciła ją do tyłu. Upadła boleśnie na plecy, wykrzywiając się z bólu. Spróbowała wstać, lecz nad nią stanęła postać, którą tak doskonale znała.
-Rossetia – wypluła to imię z czystą pogardą – Zbuntowana.
-Zgadza się. Nic się nie zmieniłaś- mówiąc to, przyłożyła jej Przeklętą Broń do gardła.
-Skąd to masz? – spytała, ledwo zauważalnie wskazując sztylet.
-To? – zaśmiała się ironicznie – To było banalnie łatwe. Wystarczyło trochę ponegocjować, no i oczywiście użyć czarów.
-Co z Magiem?
-Nie żyje, odkąd mam tę broń.
-Jesteś okrutna. – stwierdziła.
-Gdybym nie była, nie wszczynałabym wojny, nie sądzisz?
Spojrzała prosto w jej miodowe oczy.
-Jesteś tchórzem, nie mam pojęcia jak ktoś taki jak Ulumien może mieć z tobą coś wspólnego.
-Ulumien nie żyje, zabiłam go. – wysyczała z dziką satysfakcją na widok rozpaczy malującej się na twarzy byłej przyjaciółki.- Wiesz, co powiedział? Że przeprasza. Przeprasza, że ostrzegłtak późno… Zbyt późno… A teraz chyba przyszła kolej na ciebie, co? – zaśmiała się.
-Chyba mnie nie doceniasz.- powiedziała i teleportowała się.
Rossetia zaklęła ostro pod nosem. Zapomniała, że ona ma taką moc.

Tymczasem Eladiera walczyła z Pogromcą Wojny. O ironio, pomyślała, jak rozpoznała w nim jednego z nich. Pokonała go, jednak darowała mu życie. Szybko pojawiła się na Wieży Widoków. Zobaczyła więcej wrógów; całą falę. Pozostało jedno wyjście. Zachowa się jak tchórz, lecz wiedziała, że oni chcą dorwać ją. Kiedy zdadzą sobie sprawę, że jej tu nie ma i dadzą sobie spokój.
Odetchnęła głęboko. Starła z policzka samotną, srebrną łzę. Czas na mnie- pomyślała.
-Bezpieczne miejsce- powiedziała i zniknęła.


Witam w prologu J
Wiem, że prolog jest jedną wielką niewiadomą, bo skąd tu elfy, skoro to opowiadanie HP?
Spokojnie, jeszcze wszystko się wyjaśni. J
Nie ukrywam, że jestem zadowolona z prologu, ponieważ widzę, że mój styl pisania uległ poprawie przez ostanie miesiące. (czyt. lata)
Zapraszam do komentowania!
Pamiętajcie o tym, że w zakładce „Wasze blogi” możecie w komentarzu podać adresy do waszych blogów, z chęcią je obejrzę.
Pozdrawiam serdecznie i życzę udanego roku szkolnego!


Taaa, ja też jestem w szkole. ;)



* Pani Światła
** Ta Która Wywołuje Tornado
*** Radosny Młodzieniec
**** Wieczna Gwiazda

Imiona wzięłam z tej strony. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz