Siedząca
na tronie młoda elfka poprawiła swoje niesamowicie białe włosy i omiotła
zgromadzonych spojrzeniem niebieskich oczu. Mimo, iż była młoda, zdawało sobie
sprawę, że wiedzą przewyższa niejednego członka z Rady Starszych. Chrząknęła,
dając znak o rozpoczęciu spotkania, a jej towarzysze natychmiast umilkli i
spojrzeli na nią wyczekująco.
-Witam
wszystkich, którzy poświęcili swój cenny czas i zdecydowali się przyjść. –
dźwięczny głos elfki niósł się po komnacie – Jestem Galathiera* i obecnie
sprawuję nad naszym rodem władzę, lecz to zapewne wszyscy wiecie. – niektórzy
uśmiechnęli się niepewnie, inni jedynie skinęli głowami – Zebraliśmy się tutaj,
aby omówić istniejące już zagrożenie. Rossetia**-na dźwięk tego imienia
zgromadzeni ledwo zauważalnie spięli się, lecz Galathiera dostrzegła to.
Postanowiła kontynuować temat, nie można lekceważyć zbuntowanej, lecz potężnej
nieprzyjaciółki – jest od paru dni oficjalnie uznawana za zbuntowaną. W ciągu
naszej historii zdarzały się już podobne przypadki, na co dowodem może być to,
że to ja dziś jestem królową, a nie moja matka. – zewsząd rozległy się szepty,
które elfka zignorowała, wiedziała bowiem, że śmierć bliskiej osoby to był dla
niej drażliwy temat.
Nagle
wstał jeden elf. Miał ciemne, proste włosy i brązowe oczy. Galathiera szybko
rozpoznała w nim Ulumiena***, jednego z najbardziej zaufanych doradców
królowej.
-Niniejszym
udzielam ci głosu i zabraniam przerywania komukolwiek.
-Dziękuję,
królowo. – elf skłonił się, po czym rzekł z powagą – Szpieg, który obecnie jest
w szeregach Zbuntowanej, jest niezwykle ostrożny. Rossetia nie domyśla się, że
tak naprawdę to nam jest wierny, co działa na naszą korzyść. Udało mi się z nim
porozumieć. Dowiedziałem się, że nasza nieposłuszna elfka planuje atak na
królestwo.
-Kiedy
się o tym dowiedziałeś? – zapytała autentycznie zaniepokojona elfka.
-Cztery
miesiące temu- odparł spokojnie.
Galathiera
zerwała się z tronu. Oddychała ciężko, a oczy ciskały błyskawice. Poczuła
przepływający prąd po ciele, co oznaczało, że nieumyślnie może kogoś skrzywdzić,
a tego nie chciała. Tak długo budowała szacunek, lecz brak strachu dotyczący jej
osoby. Nie tego pragnęła.
-I
dlaczego dopiero teraz mi o tym mówisz?
-Nie
widziałem potrzeby… – urwał, bowiem wrota do Sali Królewskiej otworzyły się, a
przez nie wbiegła elfka. Brązowe włosy falowały, a kasztanowe oczy zdradzały
przerażenie.
Elfka
dotarła do tronu i skłoniło się nisko.
-Królowo.
– potem zaczęła coś mówić przyciszonym głosem. Wyraz twarzy Galathiery z
opanowanego, zmieniał się w szok i niedowierzanie, aż pojawił się strach i już
został.
-Na
stanowiska obronne- rozkazała tonem nieznoszącym sprzeciwu.- Będziemy odpierać atak
Rossetii. Ulumienie- zwróciła się do elfa- Przez twoje błędy królestwo może
upaść. Będziesz miał na sumieniu życie wszystkich poległych. Jesteś skazany na
wieczne męki, i nic nie zrobisz. Zawiodłeś mnie. Idź i walcz, aby choć trochę
odpokutować przewinienie.
Brązowowłosa
podeszła do Ulumiana.
-Eladiero****…
- spróbował ją zagadać, za co otrzymał potężny cios w policzek.
-Brawo,
bałwanie. – wysyczała wściekle – Przez twoje błędy możemy wszyscy zginąć.
Królowa ma rację. Mimo, iż jesteś moim starszym bratem, nie będę cię bronić.
Po tych
słowach wybiegła z komnaty, pozostawiając brata z poczuciem winy, tak wielkim,
jakiego nigdy nie czuł.
***
Biegła
mrocznymi korytarzami, aż w końcu weszła na Wieżę Łuczniczą. Widok, który się z
niej rozpościerał, przeraził ją. Jako elf miała doskonały wzrok, toteż łatwym
zadaniem było ujrzenie wokoło martwych ciał sprzymierzeńców. Tu i ówdzie płonęły
domy. Zbuntowani niszczyli wszystko, nie oszczędzając nikogo, kogo napotkali. W
Eladierze aż zawrzało z gniewu. Weszła na stanowisko i zaczęła strzelać z łuku.
Była w tym doskonała. Jednak chęć zemsty nie mogła przyćmić świadomości, że
nieprzyjaciele tak naprawdę nie myślą jasno. Że Rossetia, jej dawna
pzyjaciółka, ich omotała. Starała się nie dopuszczać tej myśli. Gdyby tak
zrobiła, okazałaby swoja litość, a nie tego chciała.
Nagle
zobaczyła jak jakiś łucznik celuje w królową. Ta najwyraźniej nie zdawała sobie
z tego sprawy, zaciekle walcząc z jedną z Wojowniczek. W mgnieniu oka sięgnęła po
strzałę i elf był martwy. Niestety stojący obok niego towarzysz spojrzał w górę
i dostrzegł strzelającą z wieży Eladierę, co nie omieszkała zauważyć.
-Cholera
– zaklęła pod nosem i teleportowała się w sam środek bitwy. Wyjęła swoją klingę
i zaczęła walczyć. Raniła, zabijała, z obojętnością wypisaną na twarzy, lecz w
środku wyła z rozpaczy.
W jednej
chwili zraniła jakąś elfkę w nogę, a potem jakaś potężna siła odrzuciła ją do
tyłu. Upadła boleśnie na plecy, wykrzywiając się z bólu. Spróbowała wstać, lecz
nad nią stanęła postać, którą tak doskonale znała.
-Rossetia
– wypluła to imię z czystą pogardą – Zbuntowana.
-Zgadza
się. Nic się nie zmieniłaś- mówiąc to, przyłożyła jej Przeklętą Broń do gardła.
-Skąd to
masz? – spytała, ledwo zauważalnie wskazując sztylet.
-To? –
zaśmiała się ironicznie – To było banalnie łatwe. Wystarczyło trochę
ponegocjować, no i oczywiście użyć czarów.
-Co z
Magiem?
-Nie
żyje, odkąd mam tę broń.
-Jesteś
okrutna. – stwierdziła.
-Gdybym
nie była, nie wszczynałabym wojny, nie sądzisz?
Spojrzała
prosto w jej miodowe oczy.
-Jesteś
tchórzem, nie mam pojęcia jak ktoś taki jak Ulumien może mieć z tobą coś
wspólnego.
-Ulumien
nie żyje, zabiłam go. – wysyczała z dziką satysfakcją na widok rozpaczy
malującej się na twarzy byłej przyjaciółki.- Wiesz, co powiedział? Że
przeprasza. Przeprasza, że ostrzegłtak późno… Zbyt późno… A teraz chyba
przyszła kolej na ciebie, co? – zaśmiała się.
-Chyba
mnie nie doceniasz.- powiedziała i teleportowała się.
Rossetia
zaklęła ostro pod nosem. Zapomniała, że ona ma taką moc.
Tymczasem
Eladiera walczyła z Pogromcą Wojny. O ironio, pomyślała, jak rozpoznała w nim
jednego z nich. Pokonała go, jednak darowała mu życie. Szybko pojawiła się na
Wieży Widoków. Zobaczyła więcej wrógów; całą falę. Pozostało jedno wyjście.
Zachowa się jak tchórz, lecz wiedziała, że oni chcą dorwać ją. Kiedy zdadzą
sobie sprawę, że jej tu nie ma i dadzą sobie spokój.
Odetchnęła
głęboko. Starła z policzka samotną, srebrną łzę. Czas na mnie- pomyślała.
-Bezpieczne
miejsce- powiedziała i zniknęła.
Witam w
prologu J
Wiem, że
prolog jest jedną wielką niewiadomą, bo skąd tu elfy, skoro to opowiadanie HP?
Spokojnie,
jeszcze wszystko się wyjaśni. J
Nie
ukrywam, że jestem zadowolona z prologu, ponieważ widzę, że mój styl pisania
uległ poprawie przez ostanie miesiące. (czyt. lata)
Zapraszam
do komentowania!
Pamiętajcie
o tym, że w zakładce „Wasze blogi” możecie w komentarzu podać adresy do waszych
blogów, z chęcią je obejrzę.
Pozdrawiam
serdecznie i życzę udanego roku szkolnego!
Taaa, ja
też jestem w szkole. ;)
* Pani Światła
** Ta Która Wywołuje Tornado
*** Radosny Młodzieniec
**** Wieczna Gwiazda
Imiona wzięłam z tej strony.
* Pani Światła
** Ta Która Wywołuje Tornado
*** Radosny Młodzieniec
**** Wieczna Gwiazda
Imiona wzięłam z tej strony.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz